Każdego ranka moje łóżko zmienia miejsce. Raz znajduję je pod oknem, czasem pod ścianą, a niekiedy, co już zupełnie niebywałe! na środku pokoju. Zaczynam podejrzewać, że moje łóżko nie mówi mi wszystkiego.

Odnoszę wrażenie, że pozostałe meble zazdroszczą po cichu tych łóżkowych wędrówek. Ostatnio biurko zdobyło się na odwagę i przebyło długą, jak na nie, drogę – sprzed słonecznego okna, w okolicach drzwi na świat, aż na drugi koniec pokoju. Widocznie lubi północny chłód ściany.

Na szczęście szafa jest stała. Preferuje miejsce w milczącym kącie i spokojnie przypatruje się wszystkiemu. A może po prostu wystarczą jej plotki przynoszone przez ubrania? Te wędrują nieustannie! Z szafy do łazienki, z łazienki na kanapę, na biurko, na oparcie krzesła. Momentami lubią swobodnie powiewać na klamce od drzwi lub z jej wysokości sztalugi spoglądać na pokój. Nie pogardzą też leżeniem na podłodze. Czasem wydaje mi się, że te niestrudzone codzienne wędrówki nigdy nie znudzą się ubraniom.

Poważnymi konkurentami ubrań są naczynia. Tu walka jest zaciekła. Widzę ten sam upór, ten sam trud w przemierzaniu tras podejmowany każdego dnia. Niekiedy ich drogi się krzyżują. Najczęściej odbywa się to w warunkach pokojowych, ale mają miejsce momenty groźne, kiedy kończy się to kolizją. Kolizja ma zazwyczaj fatalne skutki dla ubrań, które złorzeczą naczyniom przez, najmarniej, cały dzień. Nigdy nie należy zadzierać z naczyniami. Niech wędrują tam, gdzie mają na to ochotę, a jeśli chcą pozostać dłużej w jakimś upatrzonym przez siebie miejscu, należy im na to pozwolić. Lepiej nie narażać się na ich gniew.

Każdego ranka po przebudzeniu zauważam zmiany w moim pokoju. Każdego dnia, po powrocie do domu, zastaję go innym. Nie mogę liczyć na to, że codzienne wędrówki będą takie same i znajdę bluzkę, kubek czy łóżko na stałym miejscu. Nigdy nie poznam natury przyzwyczajenia. Nie będzie dla mnie wielkim zaskoczeniem, jeśli kiedyś znajdę mój pokój w innym miejscu, w innym domu, na innej ulicy. Pokoje chyba też lubią wędrówki.